Dzisiaj bardzo dużo mówi się o wojnie, której przecież jeszcze nie ma. Państwa prześcigają się w pomysłach, jak przygotować obywateli na kryzys i konflikt zbrojny. W Polsce powstał nawet specjalny poradnik dotyczący przygotowań na czas wojny i sytuacji nadzwyczajnych. Można w nim znaleźć wskazówki dotyczące zapasów wody, żywności, latarek, śpiworów i wielu innych rzeczy niezbędnych do przetrwania.
Czytając te zalecenia, przewrotnie pomyślałam:
„Mój dom będzie idealnym schronem na czas kryzysu i wojny”.
Dlaczego?
Przecież mam tyle książek. Biblioteczkę, videoteczkę, muzykoteczkę. Półki pełne filmów, płyt i albumów. Szuflady pełne atramentu, komplet wiecznych piór i dziesiątki notesów gotowych do zapisania.
Po tej myśli zapadła w mojej głowie niezręczna cisza taka jak podczas rozmowy, gdy ktoś powie coś niedorzecznego i przez chwilę nie wiadomo, jak zareagować. Roześmiałam się sama z siebie.
W swoim prywatnym planie przetrwania postawiłam zdrowie psychiczne i dziedzictwo kulturowe ponad podstawowe potrzeby, takie jak jedzenie i picie. Była to wizja piękna, niemal poetycka, ale raczej odległa od zasad survivalu.
Wtedy przypomniała mi się scena z filmu „Karol – człowiek, który został papieżem”, którą widziałam jako dziecko. Po bombardowaniu pewien profesor nie biegnie ratować siebie. Biegnie ratować książki.
Ta scena zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Wojna i kryzys od zawsze wywoływały w ludziach niezwykłe porywy serca. Jedni byli gotowi walczyć z bronią w ręku i narażać własne życie. Inni ratowali rękopisy, ukrywali dzieła sztuki, tworzyli teatr w konspiracji albo przepisywali zakazane książki.
Choć ich działania były różne, cel pozostawał ten sam: ocalić życie, kulturę i dziedzictwo.
I właśnie dlatego chciałabym zaprosić Was do pewnej refleksji.
Książki, filmy i muzyka, które stoją na naszych półkach, nie są wyłącznie przedmiotami służącymi rozrywce. Są częścią naszego osobistego kapitału kulturowego. Każda książka, którą kupujemy i czytamy. Każdy film, który uznajemy za wart zachowania. Każda płyta, którą otaczamy troską i do której wracamy po latach. To wszystko jest małym wkładem w budowanie pamięci.
Budujmy więc nasze biblioteczki, videoteczki i muzykoteczki świadomie. Nie po to, by posiadać coraz więcej rzeczy, ale po to, by zachować to, co uważamy za wartościowe.
A kiedy następnym razem będziecie stali przed półką w księgarni, antykwariacie lub sklepie muzycznym, zadajcie sobie jedno pytanie:
„Czy chciałbym ocalić tę rzecz przed zapomnieniem?”
Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, być może właśnie znaleźliście coś naprawdę ważnego.
Bo od chwili, gdy zaczynamy patrzeć na kulturę w ten sposób, dzieje się coś niezwykłego. Książka przestaje być tylko zakupem. Film przestaje być tylko rozrywką. Płyta przestaje być jedynie przedmiotem.
Stają się cegłami w budowaniu czegoś większego od nas samych.
Czegoś trwałego.
Czegoś, co może przetrwać znacznie dłużej niż jedno ludzkie życie.