|
Getting your Trinity Audio player ready...
|
J.R.R. Tolkien to wspaniały pisarz, wręcz pionier pióra – tak właśnie mówią o nim jego miłośnicy.
Ale co by było, gdybyśmy na chwilę porzucili tę poetycką wizję i spojrzeli na niego jak na sprytnego rekina biznesu?
Spokojnie.
Ten artykuł jest jedynie żartobliwym i ironicznym spojrzeniem na dzisiejsze praktyki.
Zanim przejdziemy dalej kilka pytań
Ile razy skusiłeś się na:
- zakup tej samej książki tylko dlatego, że zawierała wcześniej niepublikowane dodatki?
- zakup rozszerzonej edycji filmu, żeby zobaczyć sceny zza kulis i komentarze twórców?
- obejrzenie ekranizacji książki tylko po to, by zobaczyć, jak wygląda ona na ekranie?
- zakup ilustracji, plakatu lub gadżetu z ulubionym bohaterem?
Brzmi znajomo?
Tak właśnie działają współczesne mechanizmy rynku.
Wielkie koncerny nieustannie podsycają w nas pragnienie posiadania więcej i więcej.
Konsumpcjonizm stał się jednym z głównych znaków naszych czasów.
A teraz pytanie:
Co wspólnego ma z tym Tolkien?
Spójrzmy na fakty
J.R.R. Tolkien:
- zachował ogromną liczbę swoich szkiców i alternatywnych wersji tekstów,
- opatrzył je komentarzami, zamiast je porzucić,
- pozostawił po sobie liczne nieopublikowane materiały,
- stworzył niezwykle szczegółowe opisy świata, postaci i artefaktów,
- wplótł w swoje dzieła pieśni i poezję, które aż proszą się o interpretację i wykonanie,
- sprzedał prawa do ekranizacji.
Z dzisiejszej perspektywy wygląda to niemal jak perfekcyjnie zaprojektowany model biznesowy.
A teraz kilka niewygodnych pytań
Jaki fan Tolkiena nie chciałby zobaczyć wcześniejszych wersji ulubionego dzieła?
Czy czytelnik spragniony więcej i więcej odpuściłby publikacje, które nigdy wcześniej nie ujrzały światła dziennego?
Jaki artysta nie poczułby pokusy, by zilustrować ten świat lub spróbować odtworzyć jego muzykę?
Kto z Was naprawdę był w stanie odpuścić epicką ekranizacje Petera Jacksona?
Żyła złota
Te przyznajmy dość powierzchowne obserwacje prowadzą do jednego wniosku:
Uniwersum Tolkiena to prawdziwa żyła złota i jednocześnie solidne zabezpieczenie rodziny.
Świat, który można rozwijać, interpretować, adaptować i co oczywiste – sprzedawać.
Więc jak to było naprawdę?
Czy Tolkien był rekinem biznesu? Czy stworzył misterny plan na życie po śmierci i wielopokoleniową dynastię?
Zapewne nie.
Dzisiejsze praktyki biznesowe były mu obce. Nie myślał kategoriami rynku, strategii sprzedaży czy monetyzacji swojego świata.
A jednak…
to, co stworzył z potrzeby serca, pasji i intelektualnej uczciwości, okazało się jednym z najbardziej dochodowych i trwałych światów w historii kultury.
Patent na nieśmiertelność
J.R.R. Tolkien osiągnął coś więcej niż sukces finansowy. Zapewnił sobie nieśmiertelność. Nie w sensie dosłownym lecz kulturowym. On ciągle żyje w swoich opowieściach, inspiracjach kolejnych twórców i każdej interpretacji, każdej ilustracji, każdej adaptacji.
I za każdym razem, gdy wydaje się, że wszystko już zostało powiedziane J.R.R. Tolkien do nas wraca nie dając o sobie zapomnieć.
Jeśli ten tekst coś cię zainteresował dołącz do społeczności czytelników Śródziemia.
Codzienna dawka wiedzy i darmowy ebook Blizny które mówią na wyciągnięcie ręki…
Zobacz też: Narodziny fandomu Tolkiena
© Anna Mokos | Tolkien Studies Academy
